Już po Front-Trends
Wczoraj wróciłem z konferencji Front-Trends, która odbyła się w Warszawie i muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolony, że się na niej pojawiłem. Spora dawka na prawdę porządnych prezentacji, dyskusje z wieloma znanymi (w branży) ludźmi, nawiązanie wielu nowych kontaktów. Wszystko to zapakowane w całkiem nieźle zbudowane pudełko organizacyjne. Wiele elementów całej konferencji można chwalić, ale po co? Zawsze uważałem, że pozytywna krytyka nic nie komu nie daje, jedynie z tej negatywnej można wyciągnąć jakieś wnioski.
A więc po pierwsze: WiFi. Oczywiście nie działało. Albo działało, ale średnio dawało się z tego korzystać. Słyszałem jednak, że jest to już tradycja na tego typu konferencjach. Tak czy inaczej niedziałające WiFi to trochę porażka, na eventach ściśle związanych z Internetem, czyż nie? Co gorsze, jednym z partnerów była firma LinkSys, która przecież zajmuje się produkcją routerów. No ale nie będę się bardziej zagłębiał w ten temat.
Wstęp i zakończenie. Wstęp, czyli pierwsze wrażenie. Preludium utworu muzycznego. Coś, co potrafi powiedzieć, co będzie za chwilę. Wstęp na Front-Trends mnie załamał. Wydawało mi się, że nikt go nie przygotował, że nikt nie odrobił lekcji, że nikt się nie nauczył tekstu na pamięć. Chaotycznie, bez ładu i składu. Najpierw kilka słów od organizatorów, z których prawdopodobnie nie zapamiętałem ani słowa, potem wszedł ktoś ze sponsorów, powiedział kilka słów, co prawda ciekawie, ale nie tego chciałem słuchać na początku. Rozumiem, że to pierwsza konferencja i pewnie wszyscy organizatorzy byli zdenerwowani itp., ale i tak uważam, że można było się lepiej przygotować. Że w ogóle można było się przygotować.
A zakończenie? Moje wrażenia są dokładnie takie same jak w przypadku wstępu. 3/4 zakończenia wydawało się przypadkowe. Losowanie nagród to też jakaś pomyłka. Miałem wrażenie, że niektórzy ludzie w pewnym momencie zaczynali wychodzić.
I mimo tych dwóch czy trzech minusów to całą konferencję oczywiście oceniam bardzo pozytywnie i czekam już na kolejną!